Rybnik Foto Festival 2026 odbył się w dniach 27–29 marca, przyciągając do Rybnika miłośników fotografii z całej Polski. W programie znalazły się wystawy, photobooki, spotkania autorskie oraz warsztaty realizowane m.in. w Galerii Sztuki Rzeczna i Zabytkowej Kopalni Ignacy.
Otwarcie Rybnik Foto Festival w Galerii Sztuki Rzeczna
Festiwal rozpoczął się w Galerii Sztuki Rzeczna. Oficjalnego otwarcia dokonali Nina Giba i Marcin Giba, a także prezydent Rybnika Piotr Kuczera.
Po inauguracji uczestnicy mogli zwiedzać wystawy prezentowane w Rzecznej, które stanowiły jeden z głównych punktów programu Rybnik Foto Festival 2026.
Wśród autorów znaleźli się:
Michał Adamski – w projekcie „Kiedy woda pokrywa ziemię” porusza temat relacji człowieka z naturą i zmian środowiskowych, budując narrację opartą na obserwacji i symbolice.
Michał Korta – „The Shadow Line” to refleksyjna opowieść o granicach, pamięci i doświadczeniu, łącząca fotografię dokumentalną z bardziej metaforycznym podejściem.
Agnieszka Gotowała – w cyklu „Powrót do innego brzegu” skupia się na osobistej historii i emocjonalnym wymiarze powrotu, budując narrację opartą na pamięci i tożsamości.
Joanna Szpak-Ostachowska – projekt „Ostatnie kwiaty na ziemi” podejmuje temat przemijania i kruchości, operując subtelnym językiem wizualnym.
Prezentowane wystawy pokazywały różnorodność współczesnej fotografii – od dokumentu po bardziej osobiste i konceptualne formy wypowiedzi.
Pierwszy dzień zakończył pokaz slideshow, który wprowadził bardziej kontemplacyjny charakter wspólnego oglądania fotografii.
Rybnik Foto Festival 2026 w Kopalni Ignacy
Drugiego dnia wydarzenia przeniosły się do Zabytkowej Kopalni Ignacy. W budynku Sprężarkowni otwarto strefę photobooków oraz touch & try.
W programie znalazło się także oprowadzanie autorskie po wystawie „Cinematographers” Piotra Jaxy oraz otwarcie Galerii Otwartej.
W Galerii Szybu Kościuszko zaprezentowano m.in. książki:
Maryia Karneyenka – „Rattus Sapiens” to wizualna opowieść o współczesnym społeczeństwie, balansująca między dokumentem a metaforą.
Joanna Tyczyńska – „Wyojcowanie” podejmuje temat relacji rodzinnych i tożsamości, wykorzystując osobisty język fotograficzny.
Katerina Kozumitcheva – „Butter melts at 36,6” to projekt operujący delikatną narracją i cielesnością, oparty na emocjonalnym doświadczeniu.
Piotr Sobik – „Ema” to intymna historia opowiedziana poprzez fotografie budujące spójną, wizualną narrację.
Piotr Jaxa – „Cinematographers” rozszerza wystawę o formę książki, łącząc fotografię portretową z historią kina.
Spotkania autorskie i wystawy podczas 23 edycji RFF
W ramach Rybnik Foto Festival 2026 odbyły się spotkania autorskie z zaproszonymi fotografami.
Anna Bedyńska – prezentowała projekty oparte na fotografii dokumentalnej i pracy z człowiekiem.
Piotr Małecki – skupił się na reportażowym podejściu do fotografii i pracy w terenie.
Agata Grzybowska – poruszała tematy społeczne i tożsamościowe, łącząc dokument z refleksją.
Marek Szyryk – prezentował projekty oparte na analizie rzeczywistości i pracy długoterminowej.
Dyskusje, warsztaty i zakończenie RFF
Ostatni dzień festiwalu miał bardziej refleksyjny charakter.
Michał Łuczak – podczas dyskusji wokół książki „Extraction” poruszał temat przemian krajobrazu i fotografii dokumentalnej.
Arkadiusz Gola – w wykładzie odniósł się do własnego doświadczenia pracy fotograficznej i obserwacji rzeczywistości.
Joanna Kinowska – podczas warsztatów pracowała z uczestnikami nad analizą fotografii i budowaniem narracji wizualnej w projektach.
Festiwal zakończyło autorskie oprowadzanie po wystawach 23. edycji.
Rybnik Foto Festival 2026 po raz kolejny pokazał, jak ważną rolę odgrywa fotografia w przestrzeni kulturalnej miasta. Wystawy, spotkania i warsztaty stworzyły spójną opowieść o współczesnej fotografii i jej znaczeniu.
Klikając możesz zobaczyć zdjęcia i relacje z 21 oraz 22 Rybnik Foto Festival
Czym jest Rybnik Foto Festival?
Rybnik Foto Festival to wydarzenie fotograficzne odbywające się cyklicznie w Rybniku, prezentujące współczesną fotografię w formie wystaw, spotkań i warsztatów.
GŁYK MUSIC EXPRESSION FESTIVAL 2025 W CZERWIONCE-LESZCZYNACH
GŁYK MUSIC EXPRESSION FESTIVAL 2025 W CZERWIONCE-LESZCZYNACH
Kadry z jazzowego wieczoru w CKE Czerwionka-Leszczyny
Kilka kadrów z Głyk Music Expression Festival 2025 w CKE Czerwionka-Leszczyny. To był listopadowy wieczór pełen dobrej muzyki, scenicznych emocji i świetnej atmosfery. W tej galerii pokazuję fragmenty wydarzenia, które odbyło się 29 listopada 2025 i zgromadziło na jednej scenie m.in. Mietka Szcześniaka, Adama Snopka oraz Piotr Matusik Quartet Tribute to Chick Corea.
Patrząc na mapę, pomyślimy, że to kolejny punkt, gdzie można złapać pieczątkę do książeczki. Rzeczywistość jednak kreuje obraz świeżo urządzanego domu i nowego etapu w życiu. Pokazuje miejsce, gdzie śpi się po trzy godziny, a i tak mówi o sobie, że ma się szczęście. Postanowiłem odwiedzić z aparatem Ewę i Cyryla, nowych dzierżawców schroniska na Soszowie, aby spróbować pokazać za pomocą swoich fotografii ich preludium w tym miejscu. Po drodze zrodził się pomysł, aby nie tylko kadry, ale i słowa przedstawiły ich historię.
W schronisku na Soszowie zapachniało zmianą. Jeszcze do niedawna miejsce to było niczym serce, tętniące letnim ruchem turystów. Dziś, wraz z jesienną mgłą, wciąga się także zapach zmian i nowego początku.
Ewa, znana z internetu jako Mewa w locie, to podróżniczka z głową pełną historii i pasją do gór. Cyryl jest spokojny i bardziej opanowany, ma uważne spojrzenie i ręce gotowe do pracy. Postanowili razem spełnić swoje marzenia o zamieszkaniu bliżej chmur. Wspólny szlak zaprowadził ich pod ciepły i przytulny dach schroniska na Soszowie. To właśnie tam spotkaliśmy się w ich pierwszych tygodniach „gospodarzenia”, żeby porozmawiać o codzienności w schronisku, o odwadze do zmian i o tym, że Soszów to coś więcej niż drewniane ściany i widok na Beskidy.
Moja opowieść z Soszowa
Do schroniska docieramy koło południa. Gęsta mgła, którą można ciąć nożem, sprawia, że ledwo je widać z odległości kilkudziesięciu metrów. To dobrze – pomyślałem – nikt nie zauważy, że z plecakiem trzy razy cięższym niż zwykle na jednodniowe wycieczki, pełnym sprzętu fotograficznego, wjechałem na górę wyciągiem. Obok mnie moja wierna kompanka w górskich wycieczkach i fotograficznych eksperymentach, jedenastoletnie dwadzieścia dziewięć kilo szczęścia, Wiktoria. Z mniejszym plecakiem i mega kotkiem, bez którego nie zaśnie… a mamy tu spędzić noc.
Ze schroniska wychodzi kilka osób. Po zwyczajowym „cześć” pytam na szybko o wrażenia. W końcu internetowe zasięgi Mewy sprawiły, że mało kto nie wie, że gospodarze tego miejsca się zmienili. Słyszę same superlatywy i zachwyty, przede wszystkim nad jedzeniem. Na Soszowie jestem nie pierwszy raz, ale dzisiaj w nieco innej roli. Czuję się trochę jak intruz, który gdzieś tam z boku chce zaobserwować, jak to wszystko wygląda „od kuchni”. Wchodzę nie tylko do schroniska, ale w czyjeś świeżo układane „nowe” życie. Witają nas drzwi, które skrzypią tak samo jak dwa lata temu, kiedy byliśmy tu ostatni raz. W środku jednak unosi się zapach świetnej kawy, mieszający się ze zmęczeniem i lekkim chaosem, które mówią więcej niż instagramowe rolki i stories.
Ewa śmieje się, że musi tylko „coś ogarnąć” i już będzie.
Zanim to „już będzie” nastąpiło, zdążyliśmy zjeść obiad, Wiktoria nawet dwa, rozgościć się w pokoju i zrobić sobie spacer na Soszów Wielki. Całkiem to rozumiem. Sam miałem lata temu krótki epizod z pracą w schronisku, więc wiem, jak to mniej więcej wygląda. W międzyczasie mieliśmy trochę sposobności na stworzenie kilku kadrów, poznanie kilku gości oraz pogranie na gitarze z nimi.
Rozmowa z Ewą zaczyna się trochę chaotycznie. Ktoś coś z boku jeszcze mówi, coś trzeba sprawdzić. To nie jest typowy wywiad w idealnych studyjnych warunkach. Jesteśmy w epicentrum jej nowej rzeczywistości, a ja nie jestem dziennikarzem. Kiedy udaje nam się wreszcie wspólnie usiąść, widać po niej te minione dwa tygodnie. Widać je po specyficznym spojrzeniu ludzi, którzy dużo noszą naraz: odpowiedzialność, ekscytację, strach i dumę.
Zaczynam trywialnie. Pytam, jak to się stało, że w ogóle tu są. – Moim marzeniem od dawna było prowadzenie schroniska – zaczyna. Nie mówi tego jak ktoś, kto wczoraj wpadł na „fajny pomysł”. Zanim było marzenie, była rzeczywistość: praca w korporacji, rzucenie jej w diabły, podróże, praca w innych schroniskach. W trakcie tego wszystkiego pojawiła się myśl: a gdyby tak swoja chatka w górach? I gdzieś po drodze, na Małej Rawce, pojawił się też Cyryl.
Poznali się, pracując razem w bacówce właśnie na Małej Rawce. I jeśli myślicie, że była to wyidealizowana historia o wielkiej romantycznej miłości w blasku zachodzącego słońca nad Połoninami, to jesteście w błędzie. Ich historia bardziej przypomina opowieść o dwojgu ludzi, którzy nie do końca się dogadują, permanentnie wręcz działają sobie na nerwy. Przy czym oboje określają to mocniejszymi słowami. Nie pałali do siebie sympatią. Bardziej przypominali dwie różne, orbitujące planety niż duet z górskiej pocztówki. Dopiero z czasem, między jednym dyżurem a drugim, między zmęczeniem a absurdem schroniskowej codzienności, zaczęli się do siebie zbliżać. Najpierw złagodniały rozmowy, potem spojrzenia, w końcu okazało się, że pod tym wszystkim jest coś więcej niż tylko wspólna zmiana za barem.
Z takim wspólnym bagażem emocjonalnym wystartowali w przetargu na bacówkę na Maciejowej. Przetarg przegrali, ponieważ zaoferowali zbyt niski, w stosunku do oczekiwań, czynsz, mimo że ich liczby w tabelkach i tak wyglądały na mocno wygórowane. Wtedy pomyśleli, że do kolejnej okazji muszą podejść bardziej z głową. – Pomyślałam, że jeśli kiedyś mamy coś brać, to musimy mieć naprawdę poukładane to w głowie – mówi Ewa. A życie, jak to życie, lubi poprzewracać tabelki w Excelu. Ewa zamieszkała z Cyrylem w Bielsku i, przeglądając oferty pracy, natknęła się na wakat na Soszowie. – To było na OLX chyba czy czymś takim – mówi. Okazało się, że ówcześni gospodarze, Kasia i Paweł, kojarzą ją z jej poprzednich schroniskowych aktywności. Zaczyna pracę w wakacje. – W ogóle nie myślałam wtedy o tym, żeby przejmować schronisko, mówi. – Oni też jeszcze nie wiedzieli, że będą rezygnować.
W pewnym momencie padło jednak hasło: „będziemy schodzili z góry”. Wtedy się zaczyna. Rozmowy, kalkulacje, niepewność, takie „a może”, które nie ulatuje z człowieka nawet pod lodowatym prysznicem.
– To po prostu było nasze marzenie, żeby prowadzić swoje schronisko. – Przy Maciejowej było dużo liczb, dużo tabel. Tutaj w którymś momencie liczby zeszły na drugi plan. Postanowiliśmy, że oddamy temu miejscu swoje serce – mówi cicho.
To jedno zdanie zawiera wszystko, czego nie da się zapisać w umowie najmu.
Ewa przewraca lekko oczami, kiedy pytam o ich pierwsze dwa tygodnie „na serio” w tym miejscu. Opowiada, że praca zaczęła się długo przed oficjalnym odebraniem kluczy. Remont budki na zewnątrz, dogadywanie szczegółów z właścicielem obiektu, rzeczy robione w szopie, których za zamkniętymi drzwiami nie było widać. Dopiero potem przyszedł czas na oficjalną zmianę warty. – Przez pierwsze dwa tygodnie ( i nadal – przyp. Red, – zawsze chciałem to napisać) spaliśmy po dwie, trzy godziny na dobę – mówi. Cały czas coś: remonty, papierologia, sprawy związane z ich nowym domem. – To nie jest historia, w której jedni gospodarze schodzą z góry, drudzy wchodzą, naciskają przycisk „start” i mają gotowy biznes. Trzeba się przeprowadzić. Trzeba uznać, że to miejsce będzie domem, a nie hotelem, który „obsługujesz” w swoim grafiku. – Nie stać nas na dwa mieszkania – mówi. – Chcemy tu być, chcemy, żeby goście czuli się jak w domu. W tle cały czas pobrzmiewa słowo „zmęczenie”. – Były momenty, kiedy zastanawialiśmy się, czy to na pewno była dobra decyzja – przyznaje. – Ale to są takie myśli ze zmęczenia. Na moje „Czyli klasyczne: po cholerę mi to było?” reaguje śmiechem, który wszyscy znamy z własnych życiowych zakrętów. – Dokładnie tak, ale to tylko wynik zmęczenia – mówi. – Jest bardzo ciężko i to się nie skończy za miesiąc. Może zaczniemy kiedyś spać więcej niż dwie, trzy godziny, ale w takim obiekcie praca jest cały czas. Ledwo skończymy remontować jedno pojawi się drugie, po odświeżeniu łazienek czekają na nas stoły w jadalni, a potem krzesła, a gdzie odmalowanie a gdzie następna rzecz, która dzieje się równolegle i zawsze będzie coś kolejnego. Powoli do nas dociera, że nie jesteśmy tu na chwilę, że to nie nowa praca u kogoś, którą można w każdej chwili zamienić na inną. To zdanie pachnie drewnem, farbą i kawą wypijaną za szybko albo już na zimno.
Ewę poznałem drogą instagramowego zaobserwowania jej profilu. Zaciekawił mnie, ponieważ pokazywał osobę, która ciągle jest w drodze, łazi po górach, wrzuca zdjęcia i relacje z różnych zakątków. Ot, jak wielu teraz internetowych guru od travelingu. Była przy tym jednak naturalna i bardzo szczera w moim odczuciu. Jak ją coś wkurw.., to mówi, że ją wkurw… a nie, parafrazując Wicijowskiego, „złowrogo szumią wierzby”. Taka swoja, trochę dzikuska, ciągle w drodze.
I właśnie tu pada związane z tą drogą pytanie. Czy to już koniec podróży? Czy Soszów to już osiadanie, czy jej dalsza naturalna kontynuacja? – Całe to przedsięwzięcie jest podróżą – odpowiada. – Pełną zakrętów, ale też przyjemności. Mówi, że chcieliby kiedyś dojść do momentu, w którym mogą w ogóle pojechać na urlop. Nie „za rok, jak się wszystko uspokoi”, tylko kiedyś, jak ten dom na górze stanie stabilniej na nogach. Na razie pierwszy plan to nie trzytygodniowy trekking, tylko noc, w której śpi się dłużej niż trzy godziny. Pytam o ich dzień pracy. To niby proste pytanie, ale w schronisku odpowiedź rzadko jest prosta. – Teraz kończymy koło drugiej, trzeciej w nocy i wstajemy o szóstej – wyznaje. Najpierw łazienki, ogarnięcie jadalni po wieczornym życiu gości, potem śniadania. Dzień nie zaczyna się naprawdę, bo on się tak naprawdę nigdy nie kończy. Słysząc pytanie o ulubiony moment dnia, Ewa tylko kręci głową. – Jeszcze nie, uśmiecha się przepraszająco. – To, że dziś z tobą rozmawiam i że zamieniłam parę słów z kilkoma osobami, to jest pierwszy raz od dwóch tygodni, kiedy rozmawiam z kimś innym niż mój partner, przyjaciele i rodzina, z którymi tu pracuję. Dziś były fale ludzi. Schronisko żyje, ktoś wchodzi, ktoś wychodzi, ktoś pyta o szlak. – Bardzo bym chciała mieć przestrzeń, żeby z gośćmi usiąść, dowiedzieć się, kim są, skąd przyszli, żeby poczuli duszę tego miejsca i to, kim my jesteśmy. Na razie między duszą a „zmywakiem” wygrywa to drugie. To też jakiś etap.
Jedno z jej zdań zostaje w mojej głowie na dłużej. – Nie chciałabym mówić o ludziach „turyści”, wolałabym mówić o nich jako o gościach. Jako o, i tutaj pada świetne sformułowanie, „górskiej rodzinie”. Wymienia tych, których zna z internetu, z gór, z poprzednich prac. Mówi o więziach, które da się zbudować nawet bez spotkania twarzą w twarz. Wierzy, że tu będzie podobnie, że ludzie będą przychodzić nie tylko po zupę i do toalety, ale też po coś, czego nie da się wpisać do cennika.
Kiedy rozmowa schodzi na temat planów na Soszów, wydarzenia, wystrój, własne „smaczki”, które odróżnią go od innych schronisk, które sprawią, że to miejsce będzie bardziej „ich”, z głębi ich dusz, pytam o konkrety. Ewa tylko się uśmiecha. W oczach jednak widać, że plany są, pomysły na ich zrealizowanie też. Ale pary z ust nie puszcza. – Coś tam kiełkuje, ale jeszcze za wcześnie, żeby o tym mówić. Nie chcę zapeszać. W dalszej części rozmowy sama przyznaje, że chwilowo jest monotematyczna. – Na razie najważniejsze marzenie jest proste: wyspać się, spać dłużej niż trzy godziny. I znaleźć w ciągu dnia choć chwilę, żeby nie tylko podać kawę, ale też zapytać, skąd jesteś i jak ci się tu idzie.
Gdy spędziłem na Soszowie cały dzień, pomyślałem, że gdzieś pomiędzy zapachem drewna i świeżej kawy czuć, że to schronisko było, jest i, ku pokrzepieniu serc „górskiej rodziny”, będzie, czymś więcej niż tylko adresem w górach, do którego wpada się na chwilę, coś przekąsić i podbić wspomnianą na początku książeczkę. To nie tylko miejsce. To ludzie, którzy witają cię uśmiechem po wędrówce, której udało się zmęczyć twoje nogi i przewietrzyć głowę. To ludzie, którzy, kiedy ty wstajesz aby rozpocząć kolejny dzień wędrówki, dopijają nocną herbatę, życząc ci szerokiej drogi. To nocne rozmowy schroniskowych współtowarzyszy, które, nierzadko przy dźwiękach gitar, zostają w pamięci dłużej niż echo w dolinach.
Tam, na górze, zaczął się nowy rozdział powieści, która trwa już dziesiątki lat, powieści zwanej Soszów. Spokojny, pełen pracy, szczery, wybudowany na fundamentach drobnych gestów i ciepła. Ewa i Cyryl uczą się niczym lekarz czytać tętno tej góry, a ona spogląda ze szczytu i, mam wrażenie, mocno im kibicuje.
CLIMATHON GZM 2025 – 24H DLA CZYSTEGO POWIETRZA W MIEŚCIE
CLIMATHON GZM 2025 – 24H DLA CZYSTEGO POWIETRZA W MIEŚCIE
Jesienne miasto powitało uczestników gęstą mgłą i zapachem kawy. W Centrum Nowych Technologii już od rana panował twórczy gwar — stoły pełne laptopów, notatek, kubków, a między nimi studenci z różnych uczelni. Rozpoczynał się Climathon GZM 2025, 24-godzinny maraton innowacji pod hasłem „Czyste powietrze w mieście”.
Start wydarzenia i atmosfera
W tym roku do udziału zakwalifikowano 60 uczestników – studentów z całej Polski. Wspólnie z mentorami z Politechniki Śląskiej i ekspertami Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii pracowali nad pomysłami, które mają poprawić jakość powietrza w miastach.
Już od pierwszych godzin było widać ogromne zaangażowanie. W przestrzeniach warsztatowych powstawały mapy pomysłów, szkice aplikacji i makiety urządzeń. Zespoły testowały swoje koncepcje, notowały dane, a mentorzy krążyli między stolikami, pomagając dopracować szczegóły.
Praca przez noc – energia i współpraca
Wraz z zachodem słońca emocje nie opadały — wręcz przeciwnie. Ekrany laptopów oświetlały twarze skupionych uczestników, a dźwięk klawiatur mieszał się z cichym śmiechem i zapachem kawy. To właśnie w tych godzinach rodziły się najbardziej kreatywne pomysły — rozwiązania dla inteligentnego monitoringu jakości powietrza, aplikacje edukacyjne, a nawet koncepcje zielonych stref miejskich.
„To bardzo ważny temat. Młodzi ludzie muszą zastanowić się, czym naprawdę chcemy oddychać w przyszłości” — mówiła dr hab. inż. Joanna Ferdyn-Grygierek z Politechniki Śląskiej.
Prezentacje i finał
Po 24 godzinach intensywnej pracy nadszedł czas na prezentacje. Każdy zespół miał kilka minut, by przedstawić swój pomysł przed jury złożonym z przedstawicieli uczelni, Metropolii GZM i partnerów wydarzenia. Wśród koncepcji znalazły się aplikacje do raportowania jakości powietrza, systemy edukacji mieszkańców oraz prototypy urządzeń filtrujących zanieczyszczenia w przestrzeni miejskiej.
Zwycięzcami tegorocznej edycji zostały „Atomówki” — drużyna złożona ze studentek Uniwersytetu Ekonomicznego we Wrocławiu i Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Ich projekt zdobył nagrodę główną – 12 000 zł. Drugie i trzecie miejsce przyznano za pomysły łączące technologię i edukację środowiskową.
Znaczenie wydarzenia
Climathon GZM to coś więcej niż konkurs. To przestrzeń, w której młodzi inżynierowie i naukowcy mogą połączyć wiedzę z pasją. Jak podkreślała Blanka Jędrzejewska z Departamentu Infrastruktury i Środowiska GZM:
„To właśnie studenci i młodzi inżynierowie będą w przyszłości decydować o tym, jak funkcjonują nasze miasta. Ich energia i pomysły pokazują, że zmiana zaczyna się od świadomości.
Podsumowanie
Climathon GZM 2025 pokazał, że zaangażowanie młodych ludzi w ochronę klimatu to nie pusty slogan, lecz realne działanie. W ciągu jednej doby powstały idee, które mogą wpłynąć na przyszłość miast Metropolii. Z Gliwic płynie jasny komunikat — czyste powietrze to wspólna sprawa, a innowacja zaczyna się od odwagi myślenia inaczej.
Zapraszam do obejrzenia galeriiz Climathon GZM 2025
ELEGANCJA W MIEJSKIM KADRZE – SESJA DO PROJEKTU MODNY RYBNIK 2024
ELEGANCJA W MIEJSKIM KADRZE – SESJA DO PROJEKTU MODNY RYBNIK 2024
Sesja modowa Modny Rybnik 2024 – Julia w stylizacji Okococooli
Sesja zrealizowana w ramach projektu Modny Rybnik 2024 miała na celu uchwycenie połączenia miejskiej elegancji z subtelnym minimalizmem. W centrum uwagi znalazła się stylizacja przygotowana przez Okococooli – pomysłodawczyni projektu, której zadaniem było podkreślenie nowoczesnego charakteru kreacji Patrizia Pepe.
Modelka Julia doskonale wpisała się w założenia sesji – jej spokojna, wyważona ekspresja współgrała z miejskim tłem i delikatnym światłem popołudnia. Całość utrzymana została w tonacjach beżu i złota, które podkreślają harmonię pomiędzy klasyczną formą a współczesnym detalem.
Zdjęcia powstały jako część szerszego projektu promującego modę, kreatywność i lokalnych twórców w przestrzeni miejskiej Rybnika.
Stylowa sesja z Julią w ramach projektu Modny Rybnik 2024. Kreacja Patrizia Pepe, stylizacja i makijaż Okococooli. Miejska elegancja w subtelnym świetle lata.
Agata i energia betonu – fotografia portretowa w miejskim klimacie
Jeśli wydaje się Wam, że świat sportu i mody nie mają ze sobą wiele wspólnego, ta sesja z Agatą w roli głównej udowadnia coś zupełnie odwrotnego. Połączyliśmy miejską surowość z kobiecą energią i streetwearowym luzem, tworząc zdjęcia pełne dynamiki, emocji i charakteru. Tym razem naszą scenerią stał się Skatepark Wiśniowiec w Rybniku – miejsce, które tętni młodzieńczą pasją, ruchem i dźwiękiem kół uderzających o beton.
Skatepark Wiśniowiec w Rybniku – idealne tło dla sesji zdjęciowej
Pomysł narodził się z chęci uchwycenia kontrastu – delikatności i siły, mody i sportu, spokoju i adrenaliny. Agata, ubrana w sportową koszulkę w stylu bejsbolowym wprowadziła do surowej przestrzeni skateparku nutę kobiecości i lekkości. Różowe opony BMX-u stały się nieoczywistym, ale doskonałym akcentem kolorystycznym, który przełamał szarość betonu.
Inspiracja: połączenie streetwearu i kobiecej energii
Inspiracją był klimat zachodniego wybrzeża – Los Angeles, Venice Beach, słońce odbijające się w betonie i swobodna energia ludzi, którzy żyją w rytmie sportu. Chcieliśmy przenieść ten vibe do Rybnika, pokazując, że wyjątkowe sesje zdjęciowe nie muszą powstawać tysiące kilometrów od domu.
Golden Hour, BMX i siła autentyczności
Golden Hour to zawsze wyścig z czasem – miękkie, złote światło trwa tylko chwilę, a wtedy każdy kadr liczy się podwójnie. Podczas tej sesji pracowaliśmy szybko, ale z pełnym skupieniem na detalach. Celem było uchwycenie nie tylko samej Agaty, ale też energii miejsca – riderów wykonujących akrobacje na BMX-ach, ich ruchu, iskier lecących z kół, a w tle spokojnej, pewnej siebie Agaty.
Kontrast tych dwóch światów – dynamicznego sportu i subtelnego portretu – sprawił, że zdjęcia zyskały autentyczny, uliczny charakter. Ciepłe światło zachodu, betonowe rampy i błysk w oku modelki stworzyły klimat, który trudno powtórzyć w kontrolowanym studyjnym środowisku.
Podsumowanie
Ta sesja to opowieść o sile i wolności. O tym, że piękno nie zawsze musi być idealne, a autentyczność i emocje są najważniejsze. Skatepark Wiśniowiec w Rybniku okazał się idealnym tłem do pokazania charakteru Agaty – pewnej siebie, zmysłowej, ale też pełnej energii i spontaniczności.
Które zdjęcie przemawia do Was najmocniej – spokojny portret Agaty w promieniach zachodzącego słońca, czy może dynamiczny kadr z akrobacją BMX w tle?
Hip Hop Alert Festiwal 2025 w Leszczynach – relacja fotograficzna z pierwszej edycji
28 czerwca 2025 roku boisko przy ul. Brzozowej w Leszczynach zamieniło się w centrum hip-hopu – odbyła się pierwsza plenerowa edycja Hip Hop Alert Festiwal. Po rockowej sobocie organizatorzy z MOK Czerwionka‑Leszczyny od razu zaprosili nas na rapową niedzielę, która pokazała, jak silna i różnorodna tkwi lokalna scena muzyczna.
Wielką niespodzianką było idealne, letnie popołudnie bez prognozowanych opadów. Ciepło, słońce i brak wiatru stworzyły doskonałe warunki dla artystów i publiczności – każdy wers i bit rozbrzmiał precyzyjnie i z mocą.
Kto wystąpił na Hip Hop Alert Festiwal 2025?
Na scenie w Leszczynach pojawiło się aż osiem koncertów – zarówno gwiazdy polskiego rapu, jak i lokalne ekipy:
Paluch – jeden z najbardziej rozpoznawalnych raperów w Polsce, z chóralnym przyjęciem publiki
Słoń – bezkompromisowy styl i mroczne teksty, które porwały tłum
CZKA Reprezenta – lokalny zespół, który rozgrzał publiczność i nadał festiwalowi charakteru
Zza obiektywu – moje spojrzenie na hip-hopową niedzielę
Jako fotograf koncertowy miałem możliwość uchwycić dynamiczne show i emocje, które towarzyszyły tej premierowej edycji. Letnia pogoda idealnie uwydatniała detale: mikrofony, sceniczne światła, gesty i mimikę artystów oraz reakcje publiczności – otwarte dłonie, indywidualne ekspresje, wspólne śpiewanie.
W galerii znajdziecie zarówno szerokie ujęcia sceniczne, jak i portrety uchwycone w kluczowych momentach – idealne do dokumentacji emocji tego wieczoru.
Pełna galeria z Hip Hop Alert Festival 2025 dostępna jest poniżej:
Dlaczego Hip Hop Alert ma znaczenie?
To nie tylko koncert – to nowa platforma hip-hopowa w Czerwionce-Leszczynach. Aż osiem występów, czołowi artyści i lokalne twarze – nieczęsto mamy okazję zobaczyć tak zróżnicowany line‑up plenerowy w tej części regionu.
To wydarzenie udowodniło, że lokalna scena rapowa ma zaplecze, publiczność i gotowość do rozwoju. Dla mnie jako fotografa – to inspiracja i energia, która przenika kadry i pozostaje w pamięci.
Podsumowanie
Pierwsza edycja Hip Hop Alert Festiwal 28 czerwca 2025 to dowód, że Czerwionka‑Leszczyny potrzebowały hip‑hopowego głosu. Idealna pogoda, pełne zaangażowanie publiczności i świetna organizacja – to przepis na festiwalowy sukces.
Dziękuję wszystkim artystom, organizatorom i Wam, za obecność i energię. To dopiero początek – zapraszam do galerii i… do zobaczenia na kolejnej edycji!
21. FESTIWAL AROUND THE ROCK W CZERWIONCE-LESZCZYNACH
21. FESTIWAL AROUND THE ROCK W CZERWIONCE-LESZCZYNACH
21. edycja Around The Rock w Leszczynach – relacja fotograficzna
27 czerwca 2025 roku w Leszczynach odbyła się 21. edycja Around The Rock – jednego z najważniejszych wydarzeń muzycznych w regionie, które co roku przyciąga fanów rocka z całego Śląska i nie tylko. Koncerty odbyły się tradycyjnie na boisku przy ulicy Brzozowej, tworząc wyjątkową atmosferę plenerowego święta muzyki.
Mimo że pogoda tego dnia nie rozpieszczała – chwilami padał deszcz – to zarówno wykonawcy, jak i publiczność pokazali, że rock nie zna ograniczeń. Mokra scena, światła odbijające się od kałuż i ludzie tańczący w pelerynach stworzyli klimat, którego nie da się powtórzyć w żadnej hali koncertowej.
Kto wystąpił podczas Around The Rock 2025?
Na scenie pojawiły się zespoły, które na polskiej scenie muzycznej od lat są legendą:
The Analogs – niezmiennie pełni energii punkowcy ze Szczecina,
Closterkeller – ikona polskiego gotyckiego rocka z charyzmatyczną Anją Orthodox,
Armia – zespół, którego koncerty to zawsze doświadczenie mistyczne,
Illusion – ciężkie brzmienia z Trójmiasta, które poruszają głowę i serce,
Kobranocka – nieśmiertelna klasyka rocka, z humorem i pazurem.
Każdy z tych zespołów zostawił na scenie serce, a publiczność odwzajemniła to bez reszty – pod sceną panowała atmosfera jedności i czystej rockowej radości.
Moje spojrzenie zza obiektywu
Jako fotograf koncertowy miałem okazję po raz kolejny dokumentować to wydarzenie – i mogę z pełnym przekonaniem powiedzieć, że tego typu imprezy mają duszę. Oświetlenie sceny, gra świateł w deszczu, bliskość tłumu i energia bijąca z muzyki – wszystko to składało się na materiał, który z przyjemnością prezentuję w poniższej galerii.
Wśród zdjęć znajdziecie zarówno szerokie kadry ukazujące tłum i scenę, jak i bardziej intymne ujęcia artystów w skupieniu, w ruchu, w kontakcie z publicznością.
Dlaczego warto wracać na Around The Rock?
Around The Rock to nie tylko koncert – to wieloletnia tradycja muzyczna, która buduje lokalną tożsamość i tworzy przestrzeń do spotkań dla ludzi w każdym wieku. Co roku festiwal rozwija się, przyciągając zarówno legendy sceny, jak i nowe twarze.
Dla mnie jako fotografa, udział w tym wydarzeniu to nie tylko praca, ale i wielka przyjemność – obserwowanie emocji i rejestrowanie chwil, które znikają tak szybko, jak ostatni dźwięk gitary.
21. edycja Around The Rock pokazała, że nawet w niesprzyjających warunkach pogodowych można stworzyć wydarzenie pełne pasji, energii i niezapomnianych wrażeń. Dziękuję wszystkim za obecność, uśmiech, spojrzenia w obiektyw i… rockową duszę. Do zobaczenia na kolejnej edycji!
W dniach 28–30 marca 2025 roku Rybnik stał się centrum sztuki fotograficznej podczas 22. edycji Rybnik Foto Festival.Wydarzenie odbyło się w Galerii Sztuki Rzeczna oraz Zabytkowej Kopalni Ignacy, prezentując sześć głównych wystaw poruszających istotne tematy społeczne i historyczne.Wśród nich znalazła się ekspozycja „Tu jest wojna” Wojciecha Grzędzińskiego, dokumentująca konflikt w Ukrainie, oraz „W Ukrainie” Justyny Mielnikiewicz, ukazująca codzienne życie w cieniu wojny.Miriam Strong w projekcie „Right to Energy” zwróciła uwagę na problem ubóstwa energetycznego w Europie, natomiast Agata Ciastoń w „Na środkowym pasie latem trawa była wysoka” analizowała propagandowy wizerunek niemieckich autostrad III Rzeszy.Adrián Švec zaprezentował „The Polish Catalogue”, subiektywny obraz współczesnej Polski, a Marta Wojnarowska-Olszewska w „Niezapominajki zakwitają w styczniu” poruszyła temat zanikania wspomnień w kontekście choroby demencyjnej.Festiwal wzbogaciły prezentacje photobooków, spotkania z uznanymi fotografami oraz warsztaty fotograficzne dla dzieci.Organizatorzy zadbali o dostępność wydarzeń, oferując tłumaczenia na Polski Język Migowy oraz audiodeskrypcję.Udział w festiwalu był bezpłatny, co pozwoliło szerokiej publiczności na kontakt z różnorodnymi formami współczesnej fotografii. Było mi niezmiernie miło zrealizować reportaż fotograficzny z pierwszego i trzeciego dnia festiwalu, który poniżej Wam prezentuje.